Menu+

Pielgrzymkowy wyjazd do Włoch ;-)

Dnia 17 sierpnia wyruszyliśmy do Włoch na nieco ponad tygodniową pielgrzymkę. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od słynnej Wenecji, która oczarowała mnie klimatycznymi kanałami mieszczącymi się między kamieniczkami oraz ogromem i przepychem Bazyliki Św. Marka. Stojąc przy Niej, czułam jak mały i bezradny jest człowiek. Wtedy już zaczęła się moja mała wakacyjna rewolucja Wieczorem przyjechaliśmy do Foligno, gdzie była nasza baza. Następne dwa spędziliśmy w dwóch grupach. Wraz z przyjaciółmi zdecydowaliśmy, że zostaniemy z tą na miejscu i w niedzielę udaliśmy się na plażę w Civitanova Marche. Korzystaliśmy tam ze Słońca i piaszczystej plaży przy słonym Adriatyku. W poniedziałek udaliśmy się do Sanktuarium Domu Świętego w Loreto, które składa się z XV-wiecznej bazyliki oraz z starożytnego Santa Casa. Wzięliśmy tam udział we Mszy Świętej (po włosku :D). Po południu ponownie odpoczywaliśmy na plaży, gdzie wraz z przyjaciółmi zbudowaliśmy zamek z piasku… Warto dodać, że średnia wieku ekipy budującej, to około 18 lat.. Grzało, oj grzało Wtorek to cudowne San Marino, czyli enklawa na obszarze Włoch, jedno z najbogatszych państw na świecie. Malownicze i niewielkie centrum tej Republiki jest usytuowane na wysokości 749 metrów powyżej poziomu morza. Po wyjściu na szczyt, sił dodała doskonała kawa, którą piłam podziwiając zapierający dech w piersiach, górski krajobraz.
Na wyjeździe miałam wiele czasu na bycie z Bogiem, trwanie w modlitwie. Nie mogłam się doczekać środy… Wczesnym rankiem wyruszyliśmy w kierunku Rzymu. Z samego rana weszliśmy do Bazyliki Świętego Piotra na Watykanie. Bardzo poruszającym dla mnie przeżyciem była Msza Święta i modlitwa przy grobie św. Jana Pawła II. On mówił, abyśmy się nie lękali, ale otworzyli drzwi Chrystusowi, na oścież. Oddałam wtedy wszystko, co mam i wszystko, czego nie mam, Panu Bogu. Po niezwykle wzruszających momentach przyszedł czas na audiencję papieża Franciszka. Był daleko, ale widziałam Go. Liczy się! Następnie zwiedzanie starożytnych zabytków Rzymu.
Ile pięknych zdjęć, ile cudownych wspomnień stamtąd przywiozłam… Zobaczyłam znane zabytki antycznej kultury, o których uczę się od podstawówki. Jak wrócę, będę opowiadać Panu od historii jak przed Panteonem prawie spadłam ze schodów ( powiedzmy, że z wrażenia) i pokażę zdjęcie z przyjacielem spod Koloseum…
Czwartek to Msza Święta w Cascii, gdzie modliłam się do św. Rity, patronki spraw trudnych i beznadziejnych – również w rodzinie. Czułam, że ten dzień jest wyjątkowy, że w mojej obecnej sytuacji, Ona jest wyjątkowa. Wysłuchałam pięknego kazania, które wygłosił ks. Andrzej Policht. Wybaczyłam. Odzyskałam nadzieję. To były dla mnie przełomowe doznania. Poczułam napływ siły i głębokiego spokoju, wiedziałam, że Pan Bóg zacznie działać w sercach moich najbliższych i moim, czego tak gorąco pragnęłam.. Zmieniło się moje podejście do, wierzcie lub nie, prawie wszystkiego. Miałam tam niesamowite wsparcie duchowe i psychiczne, a nawet fizyczne (przytulanie, w wielkim skrócie, wyzwala hormon, który przyczynia się do zmniejszenia stresu i niepokoju). Ludzie, trzeba przytulać innych ludzi! I dużo rozmawiać. I jeszcze więcej się modlić, bo, jeśli tylko ufasz, dla Naszego Króla nie ma rzeczy niemożliwych
W piątek pojechaliśmy do pięknego Asyżu, miasta św. Franciszka, który wyrzekł się wszelkich dóbr materialnych i służył ludziom. To tylko wzmocniło moje dotychczasowe przeżycia. Uświadomiłam sobie, jak niewiele potrzeba do pełni szczęścia, a właściwie tylko jednego – Miłości. Wracając z Asyżu, odwiedziliśmy jeszcze Spello – przepiękne miasteczko, z cudownymi kamieniczkami, uroczymi zakątkami, klimatycznymi kawiarenkami i niesamowicie przytulną atmosferą. Wieczorem wraz z Fausystemem graliśmy krótki koncert na Rynku Foligno przy Katedrze. Świetnie się bawiłam, byłam przeogromnie szczęśliwa, że wraz z przyjaciółmi, w tak przenikniętym historią świętych miejscu, możemy uwielbiać naszego Ojca. Wróciliśmy zmęczeni, ale w cudownych nastrojach. Krótkie spanko i w sobotę pakowanie oraz powrót do Polski. Moje ciało było zmęczone, ale dusza jak nowa. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam każdej rozmowy odbytej podczas tych kilku dni, każdego człowieka, każdej łzy i każdej minuty modlitwy. Aktualnie wskaźniki radości przekraczają normę, mogę zaczynać nowy rok szkolny. Dzięki!
M. K.

Opublikowano Wrz 7, 2018 w kategorii: Podróże i pielgrzymki