Menu+

Przemyślany ;-)

17lipca2018rok.
Niczego nieświadoma, pewna siebie grupa młodych ludzi, wolontariuszy, śmiałków wyrusza w najróżniejsze zakątki Ukrainy, by tam dobrowolnie, świadomie i za darmo (!) prowadzić półkolonie dla dzieci. Dzisiaj pod lupę weźmiemy grupę, która swoją posługę pełniła w mieście lub wiosce (tego jeszcze nie rozszyfrowaliśmy, ale generalnie to chyba miasto) o nazwie Przemyślany.
Na samym wstępie poczuliśmy się tu dobrze. Przywitano nas jakże potrzebną na tamten słoneczny dzień lata gorąca herbata, pysznym ciastkiem oraz pięknym słowem, które w kościele wygłosił dla nas ks. Piotr Smolka – człowiek petarda, człowiek optymista, człowiek piękny.

Na chwilę przystańmy przy ks. Piotrze. Jest ksiedzem, który na Ukrainie jest ponad 20 lat, odbudował i wyremontował(lub remontuje) kościoły w Przemyślanach, Ciemierzyńcach, Mitulinie i jeszcze pewnie w jakichś 20937366 miejscach Ukrainy, bo gdy widzimy jego wielką wiarę i entuzjazm to stajemy się ponownie jak małe dzieci i mamy wrażenie, że wszystko jest możliwe.

Był też drugi ksiądz. Augustyn. Człowiek niesamowicie zorganizowany i mądry. Świetnie razem z ks. Piotrem się dogadują i razem prowadzą parafię, która tętni życiem. To był zaszczyt żyć u ich boku.

W dalszych dniach razem z naszą niesamowita ekipa, która pozostała w Przemyślanach, aż do niedzieli zwiedziliśmy parafie wymienione wyżej oraz zajęliśmy się planowaniem i przygotowaniami do polkolonii, która miała nastąpić już od poniedziałku.

W końcu nadszedł. Poniedziałkowy poranek. Ostatnie przygotowania, narady, podział grup i start. Tabor właśnie się rozpoczął! Dzień rozpoczynalismy od tańców, śpiewania piosenki, porannej modlitwy. Następnie zapoznaliśmy się w grupach, opracowaliśmy nazwy i prezentacje grup (pokemony z planety fanty!), potem obiad, kolejne zajęcie i tak dzień za dniem i za dniem dzień. Oprócz czwartku. Czwartek poświęciliśmy Lwowi. To znaczy pojechaliśmy do Lwowa i razem z Panią przewodnik odwiedziliśmy najciekawsze miejsca tego jeszcze niedawno polskiego miasta.
Po drodze zrobiliśmy jeszcze super planety, pograliśmy w postacie i dwa razy na boisku i potem jakoś tak wyszło, że sobota jest.
Jeszcze w sobotę tak na pożegnanie zagraliśmy w Tombole. Rozdalismy kilka rolek i pisaków. Później nadszedł czas na pozegnania. Nikomu nie było łatwo. Oczywiście złożone obietnice o powrocie (miejmy nadzieję, że kiedyś dokonane), łzy smutku i rozpaczy i zakończyliśmy pierwszy turnus ukraińskiej polkolonii. Nasz ostatni. W tym roku przynajmniej!

Od kolejnego  poniedzialku półkolonie prowadziła grupa ze Skawy, która pięknie i godnie nas zastąpiła, a dzieci ich pokochały. My w ramach nagrody za trud włożony, udaliśmy się na wycieczkę do Lwowa, w którym Laguna straciła tłumik, dzięki czemu zawstydzała białe BMW, zwiedziliśmy wszystkich mechaników świata, kupiliśmy nowe buty dla Weroniki, bo zmoczyla stare i zjedliśmy w maku.

Potem czakało nas już tylko spotkanie integracyjne nad jeziorem z wolontariuszami z Bibrki i dwa dni z prawie resztą ekipy w Bibrce.

Wróciliśmy do domu cali i zdrowi.

Filip Komajda

Opublikowano Wrz 7, 2018 w kategorii: Podróże i pielgrzymki